Ubuntu 7.10 – upgrade

Dziś wpadłem na pomysł zupgradowania mojego Feistiego do najnowszej wersji (jakoś wczoraj nie miałem czasu). Po raz pierwszy postanowiłem nie skorzysać z konsoli i apt-get’a… Na stronie głównej ubuntu znalazłem opis “właściwej” aktualizacji systemu do nowej wersji. Oczywiście korzystam z Kubuntu tak więc odpaliłem adept_manager’a i dokonalem pelnej aktualizacji. Wszystko wyglądalo z początku fajnie. Adep_manager zakończył swoją pracę, odpalił się jakiś upgrader systemu – wygląda fajnie…cały zajarany czekam… do ściągnięcia jakieś 2GB pakietów (swoją drogą to całkiem sporo jak na upgrade, mam 2 środowiska kde i gnome). Po jakiejś godzince czasu zaczęło się mielenie… moj stary Athlon 2.2G/1.5GB Ramu zamienił się w przysłowiowe atari … w pewnym momencie zamiast mojej czadowo-zielonej tapety ujrzałem czarny ekran i komp przestał reagować, po kilkuminutowej fazie oczekiwania postanowiłem wykonać restart. Później dpkg –configure -a, apt-get -f install i inne zabawy…. Po zakończeniu mieszania z pakietami odpaliłem kde… tj miałem taki zamiar. Wpisuję login, hasło a tu wywala się znajomy krzak… okazało się, że jakimś cudem zniknął mi /home.

Generalnie fajnie… na pewno nie było żadnej podmiany fstab’a. Odpalam fsck.ext /dev/sda3 no i otrzymuje komunikat że dysk jest busy albo mounted… Jest zajefajnie ale jakoś nie widzę żeby któryś proces z niego korzystał (fuser itd… ).

Po godzinie zabawy uruchomiłem apt-get remove evms –purge …

apt-cache określa to jako Enterprise Volume Management System… rzeczywiście enterprise

Odinstalowanie i reboot pomogły.

Z tego co udało mi się zauważyć to za każdym razem gdy upgraduję ubuntu do nowej wersji to coś się totalnie spieprzy… zawsze dorzucą jakiś wynalazek, który “uprzyjemni” nam życie :/

Czasami czuje się jakbym używał windows…

Post pierwszy – początki

Witam

Blog powstał jakoś w kwietniu 2007, akurat miałem pisać pracę dyplomową ale wiadomo jak to jest… człowiek robi wszystko żeby robić coś innego. Po postawieniu engine nie miałem natchnienia żeby pisać. W międzyczasie sporo się zmieniło… Skończyłem dyplomówkę i obroniłem się, zmieniłem pracę, zwiedziłem kawałek świata. Ostatnio mam co raz mniej czasu dla siebie i właśnie z tej okazji postanowiłem coś napisać 😉

Więcej o mnie w dziale “O mnie“.

Pozdrawiam wszystkich, którzy jakimiś pokrętnymi drogami tu trafili. Mam nadzieję, że znajdziecie coś dla siebie.

…czyli codzienne kwasy sainta